Powinnam już dawno dodać tego posta, że z pomocą kochanej rodzinki więźbe zaimpregnowaliśmy. Leży sobie pomalowana i gotowa, żeby ją wciągnąć na dach. Na początku myślałam, że to będzie ciężki orzech do zgryzienia, ale jednak nie diabeł taki straszny jak go malują. Znaleźlismy z rodzinką sposób na tą impregnacje i po prawie niecałych dwóch tygodniach więźba była gotowa:)
Zamówiliśmy z mężem pokrycie dachowe, tak jak wcześniej pisałam zdecydowaliśmy się na Robena antracytowa angobowana. No i zaczeliśmy jeździć po hurtowniach, i pisać emaila, żeby nam już zrobili taką szczegółową wycene na tą dachówką z całym oprzyrządowaniem. I wiecie co warto zrobić sobie wycene w kilku hurtowniach bo tak naprawde, ceny się różniły. Jedna hurtownia zrobiła nam wycene i już powiedziała, że nie da się nic upuścić, natomiast z drugiej hurtowni dostalismy niższa wycene, więc się da. Dostaliśmy te wycene i już byliśmy zdecydowani zamówić, ale mój mędżu stwierdzil, że na internecie dostał jeszcze niższą wycene i zaczął negocjacje z jedną hurtownią co dała nam najtaniej no i jednak dało się coś z tam z ceny spuścić, więc wpłaciliśmy zaliczkę i kolejna duża decyzja za nami:)
A na budowie nic się nie dzieje, minęły już trzy tygodnie od zalewania, więc betonu już nie trzeba polewać wodą. Na budowe przyjechały kamienie i cegły, więc prawdopodobnie w tym tygodniu od środy przyjdzie majster z pomocnikami i zaczną murować poddasze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz